natura obdarzyła mnie zachrypniętym krzykiem duszy
i cichym głosem strun głosowych.
ramiona mają ambicję pudziana,
łamię swoje suche witki pod ciężarem spraw.
to co mam największe znajdziesz w klatce piersiowej,
nie na.
niby coś tam wiem, ale ...
umiem tylko oddawać się beznadziejnym sprawom:
nadzieji, bezinteresowności i empatii.
żyję, żebyś mógł mnie zawieść,
oddycham dla rozczarowania;
moje ciało chce zniknąć,
ale posiada niewyczerpalną moc duszy.
nie ma na świecie dwóch
bardziej niepasujących do siebie osób
... pod wszystkimi względami.
znowu gloryfikuję codzienność.
pluralizm rzeczywistości
praca szkoła dom rodzina
kolejność priorytetowa
niezwykły zgieg okoliczności
rozwiązał problem
powietrze rześko zawilgotniało
czysto.
euforia szczęśliwo powypadkowa
co?
tak, jesteś dopiero/aż na 3. miejscu
tylko wypadkowość odwraca proporcje,
bo jest mnie tylko 100%
już nawet doba ma 80% wydajności.
spełnia się sen. moja intuicja przestregła mnie przed osobami, które miały wbić mi nóż w plecy. ta perspektywa wydała mi się zbyt odległa, żeby brać ją na poważnie. moja wina moja wina. dopóki będę się odwracać plecami.
skomentuj (1)serce bije w rytm zawiedzenia, w rytm obracania się butów w pralce. zawsze rozpatruję możliwość własnej porażki. deszcz, szumi zaplątując ból głowy wokół szyji. ubrać się w mokre ubranie i czekać aż wyschnie do idealnej suchości. a przynajmniej do takiej, żeby nie było czuć wilgoci. a później już nie wiadomo, czy rekaw już wysechł, czy to tylko przyzwyczajenie. adaptacja.
skomentuj (1)
jeszcze kilka lat, żeby przeżyć tą samą rozkosz,
co we wspomnieniach, na jawie,
żeby świadomie, w tym momencie przeżycie docenić.
harmonizuję się powoli.
spycham emocjonalność,
otwieram nie rozsądek lecz świadomość.
dorosłość zaczyna się,
wtedy gdy widzisz słabość swoich autorytetów porównywalną do swojej.
stajemy naprzeciw zrozumieniu swoich i czyiś błędów,
obaw i motywacji.
i w tym banale oczywistości, staję przerażona, jakby nigdy się nie spodziewając.
Oli.
z radością psa podbiegam do kija,
który pewnie zdzieli mnie po głowie,
jednak wdrapuję się po niego
wbijając paznokcie w skały,
zdzierając kolana,
tłukąc szkliwo w zgryzozaciętości;
#2
wypuszczam z rąk uchwyty tego gruzowiska
upadam w locie
ziemia okazuje się naga
zrodzona z krwi i księżyca
"nie policzyłem stóp na zamiary
i trudno było nawet ustalić
ile nóg mi się prawnie należy.
Nie wiedzieć kiedy przebrałem swoją miarkę."
Mia Couto "Lunatyczna Kraina"
jesteśmy głęboko w lesie,
zeżarliśmy okruchy,
które miały nas prowadzić,
za nawigację mamy tylko mnie
z upośledzeniem orientacji w terenie,
ale obiecuję - trafimy do domu.
usiądziemy w słońcu na werandzie
i popijając desperados w zamyśleniu
będziemy tylko wspominać,
jak nam było kiedyś ciężko.
bo przecież są zapisane ołówkiem.
zostanie po nich odcisk na kartce,
najwyżej nie będę spogladać w tamtą stronę.
rodzina.
gdzie poziom alkoholu jest wyższy od wykształcenia,
gdzie nie wiadomo czy to depresja, narkomania
czy już schizofremia,
gdzie brodzi się po pachy w długach,
gdzie zza ściany nie słychać rozmów,
tylko echo nikotynowego kaszlu;
spodziewaj się po mnie automotywacji,
ale nie optymizmu.
jestem bezpieczna tylko kiedy zamykam oczy,
a tym razem obiecuję sobie obronę.
nie dotkniesz mnie żadną myślą.
rozbiję o krawężnik butelkę ze swoją słabością,
nie będzie żadnych śladów twojej obecności.
to ty ściskasz mi żołądek, kiedy nie mogę zasnąć.
pluję ci w twarz,
później ta twarz odbija mi się w lustrze.
wysypujesz się z kieszeni jak drobniaki,
wysypuję cię z butów na każdym zakręcie, jak kamyki
to przez ciebie przestaję walczyć
to przez ciebie boję się palnować przyszłość
to przez ciebie wola walki zmieniła się w żal.
jakby to już nie ten czas
mniej siwych krzaków po drodze
więcej krzyku o wolność
słońce jakby cieplejsze
jest niedziela
bo w niedzielę wszyscy mają wolne
przyjacielu bo inaczej nie wypada
pamiętasz
gładką taflę fortepianu
kruchy dźwięk leśnego torfu
wysokie stężenie myśli w ciszy
tylko ty wiesz, że rozumiem wariatów
tylko tobie dam się złapać
gdy zachwieję się na krawędzi mostu
i tylko z tobą zdradzę obecną rzeczywistość
dam ci nożyczki wytniesz nas
i wkleisz w lata 60.
a teraźniejszość nie będzie nawet
prześwitywać do naszej świadomości.